Szukaj na tym blogu

niedziela, 25 grudnia 2016

WOPR

Goście odjechali, salonosypialnia odgruzowana, naczynka pomyte, winko wypite, 2 flaszki, wesoło, oj wesolutko, zostało troszkę lazanii, cannelloni wchlonięte, alles ist Ordnung.
Ja przy "Wyludniaczu", boć i dom wyludniony, ale  chyba/z pewnością normalnie nic nie rozumiem, o czym SB do mnie rozmawia hihihi.
Jutro lub w piątek muszę oddać lektury do biblioteki, zostanie niefajne poczucie, ze nie podołałam, ale z całych swoich sił próbowałam oraz, co ważne, nie lubię nie doczytać do końca, bo zostaje nieodparte lub nawet nie poparte niczym, wrażenie, że odpuściłam, z różnych przyczyn odpuściłam, a może właśnie za kilka kartek pochłonie mnie lektura bez reszty, zresztą. Nie dałam sobie/jej szansy. Hmmm, cóż,  wrócę do niej przy najbliższej okazji, mam tu na mysli Bernharda, bo z SB i jego proza zapisanych stronic do jutra sobie poradzę,  niemniej bez zrozumienia, help me.... plażę, aaa, ze plażę,  no tak veni, vidi, nie vici, bo jakoweś mikrokrążenie we wodzie się rozplęgły i nie pozwoliły na zwycięstwo . Do wody mi niespieszno było, zwłaszcza, że czujni ratownicy pod egidą wopr odgwizdywali każdorazowo (chyba w wykonaniu Ślązaków, a tablet podpowiedzial? hihi ślimaków, co za intuicja!) próby wejscia do wody. Nie znoszę zakazów, ale jeszcze bardziej nie znoszę, jak ktoś na/do mnie gwiżdzę, bez względu na przynależność organizacyjną gwizdającego, chyba, że gwizdnie, a w tym gwiździe wyczuję aprobatę, zainteresowanie, poklask. Ale i tak mało to i przyjemne i spodziewane, bo to musialoby być fiu fiu bez użycia sifflet'a, ale o czym ja tu deliberuję? głodnemu chlebek na myśli.
Głodna nie jestem, zjadłam dziś sporo,  a nawet chyba i bardziej.
na poczatek mozzarelke z pornodorkiem, eee tego, pomidorkiem, kromeczka razowieca i kromeczka żytniegio, do tego sznapsik naleweczki z ironii, nooo nie Effi trzymaj pion, z aronii, potem po grubosci, czyli cannellonii vege plus kotek du rohne, dla innych lazania ze sporym udzialem miesiwa, oczywiscie zapita koteczkiem. Potem kawka, do kawki czarna jak noc listopadowa, tudzież lipcowa, czekoladka, a kawka zaparzona w dzbanuszku i zapodana w filizaneczkach z cieniuchnej, białej, (zd)radzieckiej porcelanki. Zapomniałam, że takie coś mam w kredensiku. Pozostałości po latach świetności,  szeroko pojętej świetności,  nie mylić ze świętością,  bo to nie to samo, choć. ... jakby się zastanowić. .. to może, morze, wracamy do morza. Ładny dzień,  słoneczny,  nie nazbyt gorący,  taki w sam raz. Morza szum, ptaków śpiew,  dzika tłuszcza choć w liczbie znikomej, więcej było na morzu niż nad. I to dziwne, że tych w piankach, na deskach bakterie surfujacych omijały szerokim łukiem.  Tak podejrzewam, bo ich, tych, co na morzu,  zakaz kąpieli nie obowiązywał, a nikt mi nie powie, że na desce nie ma się kontaktu z woda.
uuuu szkolone te (ur)wirusy, przyczajka przy brzegu, a może one, te wirusy i bakterie pływać nie potrafią? I skaczą tylko na tych, co ... pływać nie potrafią?  Takie zjednoczenie braci (i sióstr) w nieumiejętność?
A że upał dał się we znaki i przyzwyczajenie, że jak na plaży, to piwko się należy? Jedno małe piwko pour moi, frytki dla młodzieży,  ktora to młodzież, a raczej jej organizm charakteryzuje się cechą,  pożądaną w latach dorosłych, gdy spożywa się,  bez uszczerbku na zdrowiu, produkty zdrowiu nie służące. Nie moja młodzież, nie mój brzuch.

powrót do .... no właśnie, jakby to opisać?  Powrót do domku, ale w tempie zgoła olimpijskim, rekord trasy, zaraz, zaraz, autobus jechał prawidlowo, czyli tempem niespiesznym, a mnie od jednego autobusu,  ktory zawiózł mnie w okolicę domostwa, do drugiego autobusu, który miał mnie zawieźć do  przychodni zostalo 20 minut. Wiec sprint do domu, wjazd winda na 6 pietro, dopasowanie kluczy do odpowiednich otworów, szybki, expresowy prysznic, osuszenie, niezbyt dokładne, ciała, przywdzianie sukienczyny w kolorze maku, wypad w kierunku windy, oczywiście w butach, ściągnięcie jej na odpowiednie piętro, nie tej sukienki ani butów, tylko windy, zwanej, nie wiedziec czemu, dźwigiem osobowym, zjazd do parteru i sprint na przystanek. Zrobiłam to w 15 minut, rekord? rekord.
Wizyta u lekarza - pisałam, drobne zakupy w markecie i powrot do domku.
Resztę juz znasz.

czwartek, 15 grudnia 2016

po/grzaniec

Hejka, Drogi  ...
sorki, sorki, mam już w sobie jednego ugrzanego puncha z zawartością 8,5% alko i smakiem żurawiny od Canady - względy natury medycznej przemówiły za zakupem (nabyciem, hihih, drogą kupna), nic innego tylko dla zdrowotności, bo jak wiemy, żurawina na pęcherz dobra jest.  Co oczywiście nie oznacza zaraz, że mam kłopoty i problemy ze strony układu warszaws...... eeee, tego ... moczowego, nie, no, nein. Profilaktyka, Kochany, profilaktyka tańsza od leczenia. Reasumujac, jestem nagrzana, Jezzzuuuu, co ja wypisuje, zabierzcie mi klawiaturę,  nie, zabierzcie mi tableta, nim palne kolejne głupstwo lub umieszczę w tekście sarkastyczną, ironiczną, kpiacą, cyniczną etc. uwagę. Z góry przepraszam, dziś nie odpowiadam za paluchy u rąk - mózg, blondynki z wyboru swoje, dłonie swoje. Sama jestem ciekawa, co jeszcze napiszę, a pysk już mi się raduje, a w szarych oczętach przeskakują diabliki hihihi.

Ale wracając do powitania,  jeszcze raz

Hejka, Raggio, dobry wieczór,  tu R..t!!!

Dzionek, jak to dzionek, zaczął się, ale troszkę później,  bo dzis frei w école, spacer w dużym deszczu w chiencami, petit déjeuner dla S., małe porządki i wypad na basen.
Zamiast wypadu do Z. trafiła się nam, czyli Szelce i mnie, niebywała atrakcja w postaci wypadu do lokalnego, wioskowego, pobliskiego basenu. Oni zabrali mi "moje autko", Range z gatunku czolg zostawili,  bo paliwożerne, a do mojej dyspozycji zostawili Volvo, które nadaje sie tylko na krotkie dystanse,  sprinter jakiś, czy co? Ogólnie zmiana zaplanowanych na piątek atrakcji.
Przebywając tu, w tym mieście, w tym domiszczu i w tej familii zaczynam mieć wątpliwości, czy przez przypadek nie zmieniono mi, w ferworze walki i zmian wszelakich, mojego imienia, bo tu wciąż wszystko,  co bezpośrednio mnie dotyczy, zmienia się w zaskakującym tempie i w najbardziej nieoczekiwanych chwilach. Tylko jak to sprawdzić? Zawołam na siebie i zobaczę, czy zareaguję.
A piateczek dzis deszczowo-barowy, leje od wczoraj, czasam ze sporymi podmuchami wiatru, jest w miare ciepło, ale bardzo, bardzo mokro. A pobyt na plywalni jakby dodatkowo nawilżył moje ciałko, ale bez podmuchów -cokolwiek to znaczy (oooo, zaczyna sie hihihi).
Dziś  zrobiłam w godzinę bez 5 minut 62 długości baseniku, co daje 1550 m. Ale to piszę tylko i wyłącznie w kategorii info, a nie chwalenia się. Taki news pomiędzy newsami o chienas, o S., o aurze itd.
Pokonywałam kolejne długości,  a myśli swobodnie krążyły wokol różnych spraw i osób i choć byłam z młodą,  która usiłowała pod woda wykrzyczeć Yyywaa  regarde (domyslasz sie, że ze skutkiem null), to tak jakby bez niej, bez jej nawoływania. Odsapnęlam od niej. Potem jeszcze miłe mojemu ciałku bąbelki jakucjowe, relax, fajnie, a potem to jusz dusz, Kleider y, i kawka w barze,  w oczekiwaniu na młodą.  Do domku zjechałyśmy ok. h 18. Kolacyjka, wspomniany ugrzany i powodujący ugrzanie punch, ojojo skończył sie. Poczekaj,  idę po kolejną porcyjke, nigdzie nie odchodź, czekaj, bo się pogniewamy :))).
Jestes? Nooo, masz szczęście ;).

Po kolacyjce usłyszałam prośbę, czy nie pojechałabym po jakieś słodycze do Coop. Tu, w S mają przegwizdane, bo zakupy robia w kupie albo szparze. Kto tak sklepy nazywa? Wyobraź sobie, dzwoni Twoj telefon: gdzie jestes? w szparze, wziąć coś dla ciebie? Albo: słabo cię słyszę,  bo jestem w szparze,  lub : jestem właśnie w kupie, nie potrzebujesz czegoś? Noooo witki opadają, co można wziąć ze spar...u/y, a czego można szukać w coop ie? Dziwny, zaiste, dziwny kraj. Słodycze, a w tym czekolady  nabyłam w .... coopie :)).
I wiesz co, tak sobie brnę dalej w rozważaniach i naszło mnie takie spostrzeżenie.  Bo zobacz, to ich ( Sz, ale nie chcę uogólniać, że rzecz dotyczy wszystkich) proste, żeby nie napisać prostackie, ale nie, nie bójmy się, jednak prostackie (i nie o prostacie to będzie. Chociaż! Chyba jednak troszkę tak, bo to, o czym chcę napisać,  gdzies tam w niedalekim sąsiedztwie tegoż gruczołu się, nooo może nie rodzi, ale wydobywa... Effka pierwsze ostrzeżenie - uspokój się. Przepraszam, a ile mogę dostac ostrzeżeń? Co? no co? zapytać nie można? ) zachowanie, mam tu na myśli swobodne dysponowanie czasem i decydowanie o momencie podzielenia się z obecnymi .... radosnymi nowinami z cylku " mam problemy gastryczne" lub zgoła z innej strony przewodu pokarmowego. Co u niektórych wywołuje salwy smiechu, a u Ludów Północy zażenowanie, konsternację, zawstydzenie. Oraz nieśmiałość w zwroceniu uwagi na niestosowne zachowanie. A to nieobyczajne zachowanie jest, być może, skutkiem robienia zakupów w tych sklepach.
Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Mocno wierzę, że nauki przekazywane młodej pozwolą jej bez z(a)mieszania uczestniczyć w towarzyskim życiu, juz jako dorosła panna.
Może to jedno pokolenie jest, z przyczyn nieznanych, felerne?

Wychlałam drugą szklanice grzanca, a po trzecią nie chce mi się iść. Przyniesiesz po drodze? oki.

Takie i inne rozmyslania towarzyszyly mi dziś.
A teraz idę pogadać z rodzinka, a Tobie życzę udanego, choć ciasnego wieczoru. No nie, ale wyszło, a miałam na myśli, ze ciasno będzie w Twoim apartamencie. Doooobra, nie rozwijam, bo dostane czerwoną kartkę.

wtorek, 13 grudnia 2016

Chinski mag

Odnotowano, ze sporą radością,  koniec dnia.
A dzien obfity w wydarzenia, ale przewidywalne, choć nie oczekiwane.
Nocka z tych short, budzik znów spowodował moją ogromną niedowiarę, że to już, że jak to? Dlaczego coś ma śmiałość dzwonić koło ucha o tak śródnocnej porze? Buta i arogancja niespotykana! Członki wydobyte z kołdrzanych czeluści, wbiegnięcie na stare tory, nagle, dobrze, że kierunek właściwy obrałam, bo mogłabym zostać stratowana, czyli po minięciu drzwi od razu na prawo, zgodnie kierunkiem wybiegu dla pokłosia. Potem dobiegnięcie do expressu, zrobienie kawy, chwilę później kaszy i tak już do wieczora, w parterze, w górze, zabawy na dywanie, noszenie młodego wraz z podrzutami, a tzw międzyczasie, którego normalnie nie ma, ale jeden raz w tygodniu musi się pojawic, ogarnięcie powierzchni płaskich, odkurzenie, umycie, wszystko to w niespełna godzinę,  bo tyle udało mi się wygospodarować....... Nic specjalnego, do momentu wybudzenia F. z popołudniowej drzemki i wyjazdu w kierunku chińskiego specjalisty od medycyny naturalnej. Czasu mieliśmy aż nadto, wiec Damy udały się do sklepu w celu wymiany odzieży, ja otrzymałam polecenie udania się z F. nad jezioro, gdzie cicho, pusto. Dziś powietrze jemu nie (za)szkodziło, to samo mroźne, wilgotne, bez słońca w każdy inny dzień niebezpieczne, dziś nie i sama nie wiem, po czym rozpoznaje się różnice, kiedy można na spacer z młodym, a kiedy trzeba, a kiedy jest mus, czy nawet wręcz odwrotnie. Poszłam karnie, zdyscyplinowanie, zmarzłam, że nie wspomnę, że bylismy jedynymi spacerowiczami na ścieżkach okołojeziorowych. Chłód przenikliwy, moze inaczej, źle dobrałam garderobę do tej aury, jak to w Norge mówią, że nie ma złej pogody, tylko ludzie niestosownie ubrani. Po godzince powrót do centrum miasteczka i wkroczenie w przyjazne gabinetowe progi, a tam "badanie" les enfants przez obywatela Państwa Środka, stwierdzenie, że wszystko oki, co raduje, więc chyba nie będzie już embarga na spacery:), bo tych spacerów, a precyzyjniej dni do spacerowania, w tym roku zostało 6. Wykonanych, czy raczej w grafiku moim privé 6.
Potem jeszcze landlordowa zostala poddana próbie ogniowej, tzn mag naturalny postawił jej, na jej plecach, 5 baniek, przedtem jednak dźgając fald skórny w okolicach prawej łopatki igłą i powodując podzuirawienie owego miejsca, ból i wydostanie się "złej krwi" na zewnątrz. Czy ta zła krew wie(działa), że jest zła i że musi opuścić (nie)przyjazne tetytorium? Skąd wiadomo, ile jest zła w tej krwi i czy akurat w tym momencie przepływała przez mięsień nadgrzebieniowy, ta zła przepływała i czy to była krew natlenowana czy odtlenowana, aortalna czy żylna? Sporo pytań, kilka dźgnięć igłą, kilka kropel krwi.
Z początku byłam pewna, widząc igłę w dłoni oprawcy, że to kroki do akupunktury, ale któż,  nawet z laików w temacie, dziubie igłą raz po raz uszczypnięty fald skóry wraz z tkanką tłuszczową, nie tędy droga. Jak się spodziewałam, bańka skrywająca obszar dziobany zaróżowiła się nad wyraz, inne pozostawały w tyle, inne bańki.  Sam zabieg trwał 10 minut, ale to wystarczyło do małej demolki gabinetu, w wykonaniu pokłosia, wylania wody, porwania gazet, które służą, noooo do tej pory służyły innym wizytującym ten przybytek, wdeptania ciasteczek w dywan, rozdzierających ryków i wiele innych atrakcji. Moje zmysły szalały, wzrok nie nadążał za dwójką rozkosznych maleństw, które kolejno szarpały kable jakiejś specjalistycznej aparatury, domagały się uwagi lub odwrotnie, waliły w podłogę wielgachną łyżką do wkładania butów i wyrażały głośny i kategoryczny sprzeciw, gdy tę łyżkę usiłowałam raz jednemu raz drugiemu dziecku, raz z jednej raz z drugiej dłoni odebrać, pożerały w tempie godnym hieny kolejne ciasteczka, przedtem skutecznie i pieczołowicie rozdrabniając je. Obańkowana matka pociech od czasu do czasu wydawała dźwięki, które miały zdyscypliować jej latorośle, bezskutecznie, bez efektów, tych przyjętych, założonych.
Ona cierpiała fizycznie, podczas niewielkiej utraty "złej" krwi, we mnie moja słodka i nad wyraz dobra krew gotowała się z/w niemocy, wrzała i kipiała, starała się uchodzić wszelkimi możliwymi otworami i to nie wykonanymi techniką dźgnięć i pchnięć przez specjalistę i przy użyciu igły.  A od młodej usłyszałam, że jak będę grzeczna to pójdę z nią na zakupy. Kochanie, nie chcę być grzeczna, nie chcę być skazana na ciężką harówę, zwaną górnolotnie zakupami, bo to jest jednostronne, egoistyczne dawanie ujścia zadowoleniu, gdy mój udział sprowadza się do zadowalania młodych i przyzwalania na demontaż espozycji i wygarnianie poszczególnych części garderoby z półek i wieszaków, przy bezgłośnej aprobacie protoplaski i moim dzikim, acz skrytym szale, i nie o garderobie teraz piszę :).
ze wszech miar potrzebuję urlopu, ja nie nadążam z odpowiednimi i odpowiedzialnymi reakcjami, dziś nawet zostałam kopnieta, plaśnięta w twarz oraz w głowę. Jedynie słuszna reakcja na takie potraktowanie mojego ciała nie znalazłaby zrozumienia w oczach matki, więc z całych sił (uwierz, że kosztowało mnie to sporo) opanowałam prawidlowy odruch i zmusiłam własne ciało do niepodejmowania interwencji, choć miło mi nie było.
Spogladam na zegarek i oczom nie wierzę (chyba te plaśnięcia w głowę były mocniejsze, niż myślałam:) ), że zbliża się jutro, a ja kończę dopiero skrobaninke.