założonegokawie zapowiada się jutrzejsze popołudnie. Bo w planie, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie - szoping part 2. Gdy młoda będzie "ćwiczyć po okiem "dżinsowych" instruktorek, my, czyli E+E+F mamy udać się do H&M, krótka godzinka, w celu nabycia stanika, białego büsthaltera, bo obecny biały już białym nie jest, a do nowej pracy ( ciekawy ten drescode) taki wydaje się niezbędny. Ja bym jeszcze dokupiła zielonego, w tonacji zieleni butelkowej oraz w kolorze błota, 2 idealnie pasujące do nabytych wczoraj, drogą kupna, sukienek. Indiańskich :)
Wyobraźnia moja wystartowała, już widzę stanikowo-majtkowa część sklepu, wszystko na wieszaczkach, wszystko w zasięgu rak młodego, wszystko dostępne, stosy stringów, tang i innych niewymownych, z tkanin dalekich strukturą do bawełny przemysłowej, innych underwearów, które ześlizgują się, opadają z wieszaczków lub z całymi wieszaczkami, na podlo, miedzy nimi Filipek, jak pajdokracja, to pajdokracja, a co! a wózek znów stanie się niepotrzebnym gadżetem, bo przecież wiadomo wszem i wobec, że dzieciom w wózku jest niewygodnie. Dobrze, gdyby młody nie zaniechał wycia, gdy traci matkę z oczu oraz nie zaniedbał podnoszenia rączek do góry, który to gest przez rodziców rozumiany jest jako "weź mnie", tak jak to czynił dziś , to ja będę miała raczej spokój, a mamunia owego Filipka będzie staniki mierzyć z młodym na ramionach, bo każda próba, przynajmniej dziś tak było , przekazania go mnie kończyła się wrzaskiem, jego wrzaskiem. Chyba będę miała fajny dzień. Muszę tylko przybrać wyraz twarzy "tępa idiotka" i z ochotą , acz wielkim opóźnieniem biec na ratunek, tak En jak i rozrzuconej bieliźnie. Nie wierzę, że dla siebiescoś znajdę, nawet specjalnie nie będę szukać , mając na uwadze fakt,że wtedy mogłoby mi coś umknąć z atrakcji czynionych przez tę dwrójkę , a to zdecydowanie będą chwile niepowtarzalne, tak jak niepowtarzalny jest każdy segment każdego dnia. Sama jazda samochodem, rozbieranie przed upchnięciem w fotelik, a swoją drogą ciekawe, że w foteliku dziecku jest/musi być wygodnie, a w wózku już nie, ponowne wciskanie w przyodziewek rozbrykane maleństwa, rzecz na parkingach samochodowych będzie się odbywać, ponowne rozdziewanie młodego w sklepie, zapowiada się fantastyczny dzień.
Ale to nie wszystko.
Dziś zostałam dwukrotnie zaskoczona, chyba musiałam zrobić wielgachne oczy, bo Edyta też takie zrobiła. Pierwsze pytanie dotyczyło obiadu. Wczoraj rozpoczęłam rozmrażanie skawalonego mięcha, na jutrzejszy obiad, bo jak wszyscy (ci, którzy kiedykolwiek mieli do czynienia z wołowiną (taki to okaz właśnie był , dodatkowo opisany - rosołowe) wiedzą , że to mięso z gatunku opornych na obróbkę termiczna, często też efekt końcowy daleko odbiegający od za i nie da rady w pół godziny wykonać strawnego i smacznego sic! obiadu. A właśnie z takim pytaniem, czy mięso już jest gotowe spotkałam się pół godzin od przystąpienia do produkcji bitek. Szarpnęło mną, ale zdecydowałam się tylko na głupawą minę, wspomniane duże oczy i siłą stłumiłam charkot. Drugie pytanie dotyczyło jutrzejszej wyprawy do sklepu oraz na zajęcia, precyzyjniej dot kwestii wyżywienia, ale wyżywienia młodych. Naprawdę nie wiem, jak ona do tej pory funkcjonowała. Dzieci z gatunku jedzących chleb, czy to jest problem zrobić kanapki? Czy ona myślała, że ja zabezpieczę gorącą wodę i kaszkę oraz utensylia wszelakie w postaci misek, łyżek i czego tam jeszcze i będę na parkingu, pośród samochodów warzyć strawę? Jej wina, bo zamiast przyzwyczaić dzieci,eże rodzice siadają na kawkę, choćby w centrum handlowym, to i one spokojnie by coś zjadły, to swoim dziwnym podejściem do macierzyństwa spowodowała, że teraz ma dylemat. Zaprawdę powiadam, dzień będzie ciekawy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz