Szukaj na tym blogu

środa, 12 kwietnia 2017

spacerek i kąpiel

ostatni wolnościowy czwartek za mną. Jakoś przeszedł,  choć gdy commence to pisać (20.20h) to z pokładu jeszcze dźwięki dochodzą, ale mnie już nie obchodzą.
Dzień jak to dzień, przeleciał, na prozaicznych zajęciach i obowiązkach,  dzień nie miał wyjścia, a ja mu wtórowałam, temu dniu i temu wyjściu.  A rozpędził się równo o 7.00, gorącą kawką, gorącą wodą z miodem i imbirem, ciepłą kaszką dla młodego,  potem już wytarte tory, czyli przygotowanie obiadu, dłuższy, bo trwający półtorej godziny spacerek, obiadek i drzemka młodego, krótka, a potem oddawanie się z należytą czcią i pieczołowitością pracom konserwatorsko-konserwującym. Taka konserwa ze mnie dziś.
Podczas mojej czyścicielskiej działalności oni, czyli E. I młode wybyli na spacerek. I to warto odnotować, bo mineo już pół roku mojej pracy i dziś dopiero doświadczyłam takiego widoku, że mama idzie z dziećmi na spacerek, nie shopping, nie wizyta u koleżanki, tylko spacer. Widok niezapomniany, choć przygotowania jak do wesela rozmazały trochę obraz. a ja miałam 2,5h aby zdążyć ze wszystkim. Zdążyłam, choć pot po pooopie się lał,  jeszcze zjazd do suszarni, jeszcze wyniesienie do piwnicy jakichś zbędnych niezbeędności i już nadeszła rozkrzyczana grupka. Podwieczorek. Przygotowywałam młodemu ryż z jakimś sosem, upewniwszy się,  że młoda zje jajecznicę. Spokojnie stoję przy kuchence i podgrzewam (mikrofala jest mi zabroniona do podgrzewania dzieciowego jedzonka, im nie, chyba to jest ustalanie, przesuwanie i napinanie granic wytrzymałości, mojej psychicznej wytrzymalosci. ale spuszczam na to zasłonę milczenia), do moich uszu dochodzi pytanie, czy mogę jednocześnie mieszać potrawę dla Flipa i rozbijać jajka, oraz smażyć owe w postaci jajówy,, wcześniej je robełtawszy. Znów, przez moment, flash, naszła mnie myśl,eże gdzieś kiedyś bylam posiadaczką kilku par kończyn, w którymś momencie ontogenezy, mojej, niezauważenie odpadły mi kończyn górne,  pozostały najsilniejsze. A ślady  po owych nieobecnych kończynach są widoczne dla moich patronów i mają o to do mnie żal. O to odpadnięcie. Ja nic takiego nie zauważam i nie uważam, że kiedyś byłam ośmiornicą.
Chyba uruchomiłam, zachowanym na skrajne, extremalne potrzeby, poklad asertywności. Opanowałam szczękę, aby niekontrolowanie nie zgrzytnęła, przymknęłam powieki, aby wzrok skierowany w stronę pytającej nie był zbyt zabójczy, przystopowałam struny głosowe, skore do wydania ekstraordynaryjnego charkotu, wysiliłam się i grzecznie odpowiedziałam, że ona może przejąć mój obowiązek zapodawania strawy młodemu, a ja wtedy uwarzę jajecznicę z całymi nakeżnymi szykanami. Usłyszałam,eże przy kuchence jest za mało miejsca dla dwóch. Dalej nie rozwiązywało to problemu. Wiem, tego nie trzeba mi mówić, ale zimnego jedzenia nie wyserwuję, w mikroweli jest interdit,  nie jestem wawelski smok, żeby ziać ogniem w celu przyspieszenia zagrzania strawy. Potrwało to jeszcze chwilkę, zwolniłam, nie, że spowolniłam, tylko,eże ustąpiłam miejsca i już mogła ona oddawać się (nie)zapomnianym:) kucharskim czynnościom. To było jedno, takie prawie nic nie znaczące, ale wcześniej, przed południem poddano mnie kolejnej probie. Usłyszałam, że na młodej dolegliwości ze strony układu pokarmowego (w rozmowie bliżej nieokreślone dolegliwości) i rzekomy brak apetytu (fakt, nie je żadnych owocw, a warzywa tylko przemycone w postaci rozgotowanych zup i sosw), ale parówy, mięcha, ziemniaki, szynki, makarony, "pastfudy"w ilości nieograniczonej, więc ciężko to nazwać brakiem apetytu, raczej problem tkwi w układzie wydalniczym:)ale do rzeczy, można zastosować ....... kąpiele całego ciała w tymianku czy innym "o mój rozmarynie", chyba nie był cząber wymieniony ani lubczyk, czy zgoła arcydzięgiel lub kozieradka:) Jakieś zioło,  ecozioło, niezłe ziółko. Napar w wannie i dziecię zanurzone do wysokości mięśnia sercowego, grzecznie oddające się zdrowotnemu wpływowi zabiegu wyobraźnia wystartowała, już widziałam, z jakim oddaniem mama przygotowuje ową kąpiel, z jaką należytą troską pochyla się nad wanną, jak odmierza, jak peroruje o dobroczynnych właściwościach,  a wokół fruwają papillon i świergoczą oiseaux, woń ziela rozpościera się po mieszkaniu, miło drażni nozdrza i pobudza zmysły.......w zwiazku z tym przeoczyłam fakt ile, skąd, jak długo, na jak długo,  i jakiego argumentu użyć, aby młoda zechciała wejść oraz , co ważne,  jeśli nue ważniejsze,, opuścić wannę, bo kapiel zdrowotna, nawet jak pomysł chory, musi trwać określony czas.
Mam sie tu z nimi. Nauczono mnie, początkowo chciałam napisać, że nauczyłam się, rzekomo sama, ale to nie byłaby prawda, nauczono mnie, wymuszono wręcz na mnie  powagi i dystansu, z jakimi przyjmować tego typu rewelacje, jeśli nie rewolucje. Na spokojnie zapytałam, jak ową kąpiel sobie wyobraża/ją, jak chcą tego dokonać, kąpiel lecznicza różni się od rozrbryzgiwania wody w wannie, dzieci, jeśli już się kąpią, bo nie codziennie, toasą łączone w pary ;), pytań było więcej, ale żeby nie było to opacznie zrozumiane,eże tematem się zainteresowałam, że podchwyciłam,eże ja tak,eże chętnie, eże tylko tego jeszcze pragnęłam, to ograniczyłam się tylko tematu samej organizacji ziołomoczenia. I odpowiedź napotkała na trudności, trudności napotkały na odpowiedź.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz