Szukaj na tym blogu

sobota, 1 października 2016

wandale?

A co u mnie?  Przez dom, przez ponad 5 godzin, przelatywalo plemię Wandali, niszcząc po drodze wszystko i obracając wniwecz. Przyjechali na wiczerzu, nasza kolacja,  jakieś potomki Czechow z młodymi. Nooooo, dom do remontu, a przynajmniej do odmalowania. Cztery osobniki płci obojga (w tym Chelka) w wieku, gdy siły są niespożyte, a energię czerpie się podskakując i wykrzykując, tudzież biegnąc i rycząc, każdy kolejny wizaż był znaczony śladami ich małych łapek odbitych na białych ścianach, opanowały wszystkie trzy kondygnacje domu, wszystkie pomieszczenia. Dostały się nawet tam, gdzie solidny chateau zabezpieczał przed wtragnięciem. Jak tego dokonali? W tzw międzyczasie pochłaniali, z siłą porządnego odkurzacza, kolejne batoniki, ciasteczka, czekoladki, a trasę owej szarańczy wyznaczały kolejne porzucone, puste opakowania. Jak się domyślasz, wszelakie płyny zdatne do picia i wypicia także dzieliły los słodyczy i znikały w ich przepastnych gardłach. Dobrze, że toalet było w nadmiarze :).
Protoplaści "rozkosznych" maleństw, dotąd zdrowi, ogluchli, oślepli i stali się osobnikami niezdolnymi do pełnienia funkcji dyscyplinujących. Moje osobiste organy słuchu, mowy oraz wzroku nie nadażaly za kolejnymi. ... doznaniami. A  interwencje były z góry skazane na porażkę.Tak sobie na prędce pomyślałam, że może bajka z krecikiem w roli głównej lub szlagiery Vondrackowej przywolają do porzadku. Nawet głośno wyrazilam taką wolę, że poczytam, poopowiadam, ale nie spotkało się to z aprobatą.  Nie, to nie.
Znalazłam schronienie w moim pokoiku, a dzieciaki znalazły mnie, obdarowały jakimś badylem i z bojowymi okrzykami opuściły przybytek. Miałam udać się za nimi, ale .... nie chciało mi się,  tak zwyczajnie odpuścilam sobie pogoń za dziatwa. Od czasu do czasu jednak zapuszczałam się na wrogie terytorium, bo krzyki wskazywały na rany, guzy i inne kontuzje poniesione podczas " zabawy", kolejne czekoladki załatwiały sprawę niczym lekarstwo przepisane przez NFZ ( gdybyś się nie spotkał z tym skrótem, oznacza niepubliczną służbę zdrowia w III RP).
Ale skoro to piszę do Ciebie, to znaczy,  że "zgliszcza" dogasają, wrogie hordy opuściły przybytek, a dzień pokaże skalę zniszczeń.
Widzisz, że z całych sił staram się nie nudzić, a i patroni dbają o zakres moich obowiązków co i rusz urozmaicając mi dzień.
Ale, żeby nie było, że to dzisiejsze to wcale nie takie znów nadzwyczajne wydarzenie, to wczoraj, a właściwie już dzisiaj landlordy wróciły z przyjaciółmi i delikatna imprezka trwala do godz. 5.30. Teraz nie żartuję.  Cały wczorajszy dzień byłam z Chanel sama, odrobilyśmy lekcje, odbyłysmy wizytę  u stomatołki (gdzie uprzejma pani doktorka wzięła mnie za babcię Chanelki, hihihi), pospacerowałyśmy z chienasami, zjadłyśmy kolację, wykąpałyśmy się - każda w swoim czasie :), poczytałyśmy lekturę i poszłyśmy spac - każda osobno.
Patroni nadjechali chwilę po północy. Wyobraź sobie, cisza nocna, dom śpi, a tu stajesz się mimowolnym świadkiem dalszej części rozmowy i imprezy, ktora przenosi się z miasta do salonu. Moj pokój od reszty domu dzieli dwoje drzwi, ale mlodej tylko jedne. Bałam się, że ona się obudzi. Rano powiedziała mi, że słyszała rozmowy, czyli cicho nie było.
Nockę miałam spaną na raty. Oczywiście pobudka zgodnie z grafikiem dotyczy tylko dwóch z czterech istot zamieszkujących owe przestrzenie. I nie mam tu na myśli arbeitsgiver'ow. Czyli wszystko na czas, a jak !!! I tak się też odbyło.  Odespie sobie kiedyś tam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz