Szukaj na tym blogu

sobota, 26 listopada 2016

fachowcy

Juz jestem spokojniejsza, bo wiem, że wylądowałeś na zimnej, skandynawskiej ziemi :). To, że zimno, nie powoduje u mnie spokoju, tylko fakt, że już dotarłeś. Zimno zawsze wzbudza niepokój,  u mnie wzbudza niepokój o to, że może stać się jeszcze zimniej.
I jak tu spokojnie, a także poważnie, pisać o niepokojach, gdy wystukując, czy raczej wydotykując kolejne litery na dotykowej klawiaturze,  bezduszny sprzęt podpowiada słowa rodem z ....podwórka.  Przykład?  Chcesz przykładu? Choćby teraz, rozpoczynając klepać słowo "stać"  ten "wszechwiedzący" nawiedzony tablet podpowiada i z uporem godnym maniaka trwa przy wyrażeniu, opisujacym jakże odmienną czynność,  z tych fizjologicznych,  pożądanych, codziennych,  ale niekoniecznie do podzielenia się z najblizszymi. Noooo...... oki, bo znajdę za daleko, ale ryjek mi się śmieje od tych skojarzeń i podpowiedzi :).

Promyczku, wtorek przeleciał. Rano wyprawa do jednego z tych wielgachnogabarytowych sklepów, w celu nabycia, hihihi drogą kupna, preparatów ujędrniająco -spalająco-nawilżających (niekoniecznie wszystkie te cechy występują na raz we wszystkich specyfikach), zrealizowanie jednego mojego kaprysu ( i nie zrozum mnie źle, mam mnóstwo kaprysów, w ogóle to cała skladam się z kaprysów, ale ten jeden dziś muuusialam zrealizować), potem szybki powrót do domku, bo jednak umówieni na dziś fachowcy od/do wywiercenia 8 otworków w suficie i ścianie,  po uprzednim potwierdzeniu, potem odwołaniu wizyty, w koncu podjęli decyzję, że nadjadą. Swoją decyzją, a raczej swoim niezdecydowaniem wprowadzili chaos w mój pieczołowicie uklepany grafik przedpołudniowy. Ale zależało mi na tych ...... otworkach, wiec nie marudziłam, na głos nie wyrażałam swojego niezadowolenia ze zmiany moich planów,  które nierozerwalnie wiązały się z początkowym brakiem ich planów wobec moich otworków. Fachowcy wykonali zadanie szybko, pozostawili po sobie budowlany kurz i oddalili się w sobie znanym kierunku.
Zobowiązałam syna do uporządkowania łazienki, a sama udałam się na kolejną sklepową eskapadę.  Odebrałam zamowione okularki, wykupiłam pigułki w aptece, weszłam w posiadanie :) goldwassera, innych artykułów bardziej lub mniej spożywczo-jadalnych, a wśród nich tusz do rzęs, ktory z natury rzeczy jest niejadalny, a także niezjadliwy,  choć czasem powoduje zajadłe pieczenie powiek, śledziki, którymi nie umiem oraz nie chcę się najeść,  a które nie powodują poirytowania,  nooo chyba, że nagle postanowią skończyć się, i wtedy irytacja usprawiedliwiona, chrzan, ktory wcale nie jest do chrzanu, ciabatte z oliwkami, którą pożarłam w drodze do domu,  za kazdym kęsem obiecując sobie, że to już ostatni kęs i niedotrzymując słowa. Ale dobrze, bo ta zeżarta buła pozwala mi na funkcjonowanie do teraz - zapomniałam, że jestem głodna, a tak naprawdę nie jestem.
Po powrocie z zakupów rzuciłam sie w wir porządków, które stały się czynnością niezbędna po przemeblowaniu, dalszym, ale już ostatecznym (do kolejnego mojego przyjazdu), potem spotkanie z namiastką zimy - lodówka i zamrażalnik wolały już o pomoc, do tego stopnia, że szuflady odmówiły współpracy i nie uwalniały produktów. To już za mna, a takze segregacja - uuuuu, pejoratywny wydźwięk he he - torebek z produktami,  ktore żywot swój zakończyły rok, dwa, trzy lata temu.
A teraz siedze przy gorącej herbatce, spokojnie mogę oddać się chorobie, nie, nie,  nie, żartowałam. Mam czas,  żeby pisac do Ciebie, infekcja nieodwołalnie zmierza do finiszu, tylko zaczerwieniony nochal wskazuje na niezbyt delikatne obchodzenie się z nim w ostatnich dniach i nockach. Tak to jest, jak się wkłada nos w nieswoje sprawy :).

Moj Promyczku, robię przerwę w pisaniu, udaję się po kolejną herbatkę,  a może jakiś kisiel? A może jogurt? Hmmm, sama nie wiem, czy i co chcę zjeść.  Inaczej, wiem, co bym zjadła,  ale tego nie mam w domu, wiem, czego nie chciałabym zjeść i nawet nie staram się przypomnieć,  czy tym czymś dysponuję. Do wyboru mam: pierogi, pasztet z kaczki, sery żółte (w niektórych regionach kraju nazywane twardymi lub krojonymi ), twarożek, taki mmmm pyszny, grani, jajka, pstrąga w galarecie, makaron,  porcje wczorajszego pomarańczowego risotto... Chyba świeża,  gorąca herbatka wygrała, a przy niej pomyślę, co zrobić na kolację,  zjesz ze mną?  Zapraszam.
Wrócę wieczorkiem, buziaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz