Tu oki, na tyle, na ile oki można nazwać panującą tu atmosferę - patroni wczorajszej nocy znów dość głośno perorowali między soba, a właściwie były to dwa równoległe, jednoczesne monologi. Temat dyskusji chyba jeden, ale mocno skrajne zdania, powodujące wybuchy emocji, podniesiony ton. Akcja rozwijała sie błyskawicznie, i choć nie rozumiałam ani jednego slowa (owszem, były "czytelnie" wypowiadane, ale w obcy dla mnie języku hihi) po tonie i następujących po sobie reakcjach mogłam się domyślać, że każdy z nich broni swojego zdania jak niepodległości. Bałam się, że obudzą młodą, bo jej pokój graniczy bezpośrednio z przestrzenią owego nocnego spektaklu.
Nocka przeleciała, przyleciała kolejna wtorkowo-srodkowa. A od rana: rytualny poranny obchód chiens/Effi/las, jakieś prace porządkowe, lunch Szelki, znów prace polegające na myciu, czyszczeniu, odkurzaniu.
Powrót młodej, wyszykowanie jej na Klavierunterricht, bo dziś miała zgodę od rodzicielki, że może sama się udać do madame od klawikordu :), potem z chjensami i młodą nad rzekę. Szybko zapadający zmrok, oraz uchodząca para z ust nie pozwalała delektować się spacerem.
Do przedwczoraj myślałam, że uda mi się "przezimować" bez stosownego, ciepłego odzienia w postaci kurteczki czy paltocika, nie wspominajac o Handschuhe, Kopfschuhe, Schuheschuhe hihihi. Bo czemu buty są na dłonie i stopy, a na głowę to już nie?
Jednak po dzisiejszym poranku zmieniłam zdanie, noooo chyba, że w tzw miedzyczasie aura zmieni zdanie, na co skrycie liczę.
Wszystkie moje ciepłe ubranka, czapeczki, szaliczki, rekawiczki i buciki zostały w domku. Pakowałam sie do H...i przed 7 lipca, w okresie gdy u nas i tu panowały upały, chwilami nieznośne rozkoszne upały. Weź tu człowieku w takiej chwili myśl o kurtce puchowej i ciepłych glovsach, nie da się. Od samego myślenie o tego typu odzieży robiło się jeszcze gorecej. I tym sposobem wylądowałam w alpejskim kraju bez alpejskiej ochrony. Ale spoko, coś się wymyśli. A na niedziele prognozują ciepełko, sonne, petit nuages. W B...l tak ma być. Nie wiem, jak w Strassgrodzie, ale...... ale sie dowiem i Tobie powiem.
Właśnie moi powrocili z roboty, obiadek dla nich przygotowałam, stoi gotowy do ogrzania. Dla Goliata pierś kurzęca (on nie jada warzyw, pod żadna postacią, wyjątek stanowią ziemniaki, pod każdą postacią) i ugotowane, przygotowane do odsmażenia nomen omen kartofelki :), dla niej jarską zupkę z czarnej soczewicy z dużą iloscia warzyw, bez kartofelków (ona nie jada mięsa, wyjątek robi dla ryby). Tłuką się obecnie po kuchni. Matulu, czy oni nie potrafią cicho rozmawiać? Chyba nie.
Strasznie akustyczny jest ten przybytek, otwarte przestrzenie robią swoje.
Dzis młoda dopytywała się o Paryż. Zobacz, doppelte kiełbasi z halbieren, a pamięta rozmowę sprzed tygodni. Musiałam jej powiedzieć, że nic z tego. Oni nawet z nią nie rozmawiali, że jedno z nich się nie zgodziło. Smutno to przyjęła, ale, że zyje mocno egocentrycznie i jest w tym utwierdzana, to jej sie wydaje, ze jak poprosi papę to on, jak zwykle, ulegnie jej urokowi i da promesse na wyjazd. Ja wolalabym o tym, jakie ruchy zostana ostatecznie ustalone, wiedzieć szybciej. Ale, tak jak w każdym innym temacie, to w tym nie spodziewam się zmiany zdania przez papu asa :).
Szkoda. Wywołując ten temat młoda poruszyła delikatna, osobistą strunę w moim fiz-psych body.
Promyku dający ciepło, opromieniający te jesienne szarugi i mgły, a teraz życzę Tobie sweet dream, śpij spokojnie, jutro koniecznie napisz o pleckach, Twoich pleckach, nooooo ....chyba, że spotkałeś inne fajne plecki warte, aby o nich napisać, to też poproszę :), śnij o pięknych chwilach (pleckach? ) do jutra. Źle zabrzmialo i niezgodnie z intencjami. Chcę, żebyś się jeszcze dziś odezwał, ale z uwagi na występujące u Ciebie trudności z netem jestem wyrozumiała, grzecznie czekam w kolejce.